środa, 13 lutego 2019

"Nic się nie kończy" - Joanna Kruszewska


"Pozorne kontakty, miłe, pełne uprzejmości, ale takie płytkie, że nie miało się ochoty ich utrzymywać. Nikomu się dzisiaj nie chciało wnikać w istotę drugiego człowieka, relacje ślizgały się po gładkiej powierzchni pozorów i uśmiechów na pokaz".

Rodzina Bialickich, to typowa duża, rodzina z tradycjami. Babcia, syn, synowa, 4 wnucząt i kilkoro prawnuków. Wszyscy mieszkali gdzieś na południu Polski, w starym domu z sadem, który miał swoją historię i niejedno widział. Od lat, zgodnie z tradycją przechodził z rąk ojca, na ręce najstarszego potomka. Aż do teraz... Głowa rodziny musi pomyśleć o zdrowiu, chętnych na zamieszkanie w wiekowym domu nie ma, za to jest inwestor, który za działkę daje dużo pieniędzy.

Trójka najstarszych głów w rodzinie postanawia przenieść się do mieszkania w bloku. Za sprzedaż domu z ziemią, dostają wystarczającą zapłatę na kupno mieszkania i podział pomiędzy pozostałych członków rodziny. Większość sumy zabiera jednak nestorka i postanawia rozpocząć nowe życie bardzo daleko - nad morzem. Czy jest to jednak jednogłośna decyzja? Okazuje się, że nie. Mało tego, posądzana jest o postradanie zmysłów.
W ślad za starszą Panią, idzie Marta - jej najmłodsza wnuczka. Ku złości i niechęci rodzeństwa, okazuje się, że i ona w odległym krańcu Polski, odnajduje swoje miejsce...
Czy rodzina pogodzi się z tymi zmianami? Czy nestorka i jej najmłodsza wnuczka ułożą sobie życie na nowo?

Jakże prawdziwy i na czasie jest cytat z początku mojej recenzji... Jakże prawdziwa i na czasie jest ta historia... Joanna Kruszewska napisała lekką, przyjemną powieść, poruszając jednocześnie ważne aspekty życia rodzinnego. Mówi się, że "starych drzew nie można przesadzać" - czy na pewno? Może warto pozwolić tym "drzewom" decydować? W końcu to, że jakiś człowiek jest starszy, nie jest już najważniejszą osobą w rodzinie, ponieważ ustąpił miejsca młodszym, nie znaczy, że równocześnie stał się ubezwłasnowolniony...
Czy naprawdę znamy na wylot swoich najbliższych? Tu również okazuje się, że nie zawsze... Tu również sprawdza się przysłowie, mówiące, że "z rodziną wychodzi się najlepiej na zdjęciu". Na pozór każdy myśli o sobie, o najbliższych, a tak naprawdę większość pragnie zabezpieczyć siebie i swoje nowe rodziny. Oczywiście nie chcę generalizować...
I w końcu - czemu tak łatwo przychodzi nam ocenianie drugiego człowieka, zwłaszcza to negatywne? Dlaczego nie potrafimy przyznać się do błędu czy pomyłki?

Jeśli macie ochotę na chwilkę wytchnienia, zapomnienia, a jednocześnie przeczytać nieszablonową powieść rodzinną - polecam. Mnie zajęło to jeden wieczór :)

Dziękuję Wydawnictwu Replika za egzemplarz recenzencki.

Moja ocena: 5

21 komentarzy:

  1. Niestety niezbyt interesuje mnie ta historia. Raczej nudziłabym się podczas czytania tej książki.

    OdpowiedzUsuń
  2. Myślę, że to książka dla mnie :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo chętnie siegnełabym po ta powieść

    OdpowiedzUsuń
  4. Jestem zainteresowana tą książką, bardzo lubię czytać powieści oddające realia współczesnej rzeczywistości, także tej rodzinnej

    OdpowiedzUsuń
  5. Również chętnie przeczytam :) lubię takie powieści - prawdziwe i niejednolite.

    OdpowiedzUsuń
  6. Na ta chwilę podziękuję :) ale opis fajny :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Sama okładka mnie w sumie odstręcza, typowa obyczajówka :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie czytam ich zbyt wiele, więc ciężko mi powiedzieć ;)

      Usuń
  8. Ta książka może mieć w sobie dużo ważnych wartości. Więc muszę po nią sięgnąć.

    OdpowiedzUsuń
  9. Coś dla mnie, tym bardziej, że sama mam w tej chwili wiele życiowych rozterek i chciałabym zrobić coś, co nie do końca wszystkim pasuje :) Chętnie przeczytam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam :) Sama postanowiłam zrobić coś, czego wcześniej się ciut bałam ;)

      Usuń
  10. Nie przekonuje mnie ta książka, bo nie lubię się z obyczajówkami, tak po prostu ;)

    OdpowiedzUsuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.