środa, 27 marca 2019

"Martwe dziewczyny" - Graeme Cameron


Wiecie, że czytam sporo kryminałów. Ten tytuł mnie zaciekawił, postanowiłam poznać twórczość Graeme Cameron. Dopiero w domu, gdy zaczęłam czytać, naszły mnie myśli, że Wydawnictwo Harper Collins słynie z... romansów! Czego więc się spodziewać?

"Martwe dziewczyny" to historia bardziej jak z thrillera niż kryminału. Główną bohaterką jest Ali Green z wydziału kryminalnego w Norwich. Zajmuje się sprawą zabójstw kilku młodych kobiet. Niestety podczas akcji sama zostaje ranna, a gdy po pewnym czasie wraca do zdrowia, okazuje się, że zginęli jej koledzy. Policja ma coraz więcej zagadek do wyjaśnienia, a Ali traumatyczne przeżycia i niełatwe zadanie.

Z początku książkę czyta się ciężko. Narracja jest dosyć dziwna. Zimna, ciężka, oszczędna w emocje. Później poznajemy nową towarzyszkę Green i wnosi ona w całą historię trochę życia i niepewności. Tak mniej więcej w połowie książki, gdy czytelnik przyzwyczai się do sposobu prowadzenia i opowiadania historii, jest lepiej. Łatwiej się czyta, dosyć ciężko się oderwać.
Nie liczcie jednak na elementy zaskoczenia i możliwość rozwiązywania kryminalnej zagadki razem z bohaterami. Nawet ja - detektywistyczna noga - od początku wiedziałam, kto stoi za całym zamieszaniem. Od pierwszych stron zresztą autor i bohaterki mówią o "TAMTYM MĘZCZYŹNIE". Przez chwilę łudziłam się, że może to taka literacka próba zmylenia czytelnika... Niestety.

Największym minusem tej historii, jest jak już wspomniałam jej przewidywalność. Od początku wiadomo kto stoi za zbrodnią. My możemy jedynie obserwować coś na wzór wspomnienia czy relacji z akcji.
Owszem, są momenty zaskoczenia (niewiele, ale zawsze coś) a nawet dreszczyku. Ale nie miałam myśli "Łał! Jaka świetna książka!"
Za plus potraktowałabym elementy horroru, a może lepiej powiedzieć grozy? Krwawe opisy, które powodowały, że momentami sama czułam się jak Ali, jakbym to widziała. Fajnym pomysłem jest ironia wplatana w wypowiedzi i myśli bohaterki - ciekawie to wygląda z punktu patrzenia kobiety, oraz mało przekleństw - co u policji i w podobnych książkach, jest nagminne.

Chociaż uczucia mam mieszane, nie mogę nie polecić tej książki. Nie jest zła, a może ktoś lubi takie właśnie historie?

Recenzja powstała we współpracy z booktime.pl

Moja ocena: 4

6 komentarzy:

  1. Szkoda, bo uwielbiam czytać kryminały, ale po tej recenzji jakoś nie miałabym ochoty po nią sięgnąć.

    OdpowiedzUsuń
  2. Książkę zaczęłam czytać wczoraj, ale jakoś nie miałam czasu aby się w nią zagłębić. Po twojej recenzji mam jednak coraz mniej ochoty aby ją czytać ;(

    OdpowiedzUsuń
  3. Hmmm... Skoro mówisz,że dość przewidywalna to chyba poszukam czegoś innego dla siebie...

    OdpowiedzUsuń
  4. Tym razem raczej się nie pokuszę.

    https://ksiazki-jak-narkotyk-zaczytana.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. Czytam kolejno negatywną opinię o tej książce i to utwierdza mnie w przekonaniu, by nie poświęcać jej swojej uwagi. 😊

    OdpowiedzUsuń
  6. Lubię thrillery, myślę, że mimo wszystko dam szansę tej książce!

    OdpowiedzUsuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.