wtorek, 2 kwietnia 2019

"Zapiski Julietty emigrantki" - Julita Miżejewska


Część z Was pewnie wie, część dowiedziała się z live na IG, a kto nie wie, dowie się teraz. Jestem emigrantką. 5 dni temu, miałam 3 rocznicę wyjazdu do męża, pracującego w Belgii od 7 już lat. Z 2 córkami.
Myślę, że takie ogromne podobieństwo do bohaterki książki, o której dziś opisuję, sprawiło, że zapragnęłam ją przeczytać. Okładka dosyć skromna ale ciekawa. Opis książki - rewelacja! Moja historia!

Niestety i tym razem skończyło się na początkowym zachwycie. W zasadzie zniechęciłam się po pierwszych 6 stronach, kiedy to tytułowa Julietta opisywała swoją podróż do męża do Francji.
Polska - Niemcy - Bruksela - Holandia - Paryż...
Tak... Albo ktoś nie zna geografii, albo zapomniał o dalszej części. Nie wiem, nie wnikam, aczkolwiek jest to dosyć duże i rażące niedopatrzenie.
Dalszy ciąg historii nie był już tak naszpikowany błędami, aczkolwiek... odpychał.

Cała książka to - co zresztą można wywnioskować z tytułu - pamiętnik kobiety. Nie wiem jak żyje się we Francji, jakie są zwyczaje. Mogę delikatnie porównywać to do swoich odczuć i kraju w którym mieszkam, ale... Choćby nie wiem jak źle było, nigdy nie ma narzekania w 100%. Julietta narzeka non stop. Nic jej nie pasuje, wszystko jest okropne, złe, nikt ich nie lubi. Każdy krzywo patrzy, narzuca się, nie jest elegancki, nie jest miły. Najlepsze są Polki, najpiękniejsze są Polki, najlepiej wychowują dzieci, bo przecież Francuzi się nie znają i w ogóle to opieka społeczna powinna się nimi zainteresować. I piwo w Polsce, o tak, to najważniejsze czego brakuje...

Gdzieś tam przewija się delikatnie wątek problemów rodzinnych, nie jest on jednak rozbudowany ani znaczący.
Skoro wybrałam taką książkę, zapewne miałam nadzieję, że dowiem się czegoś więcej o życiu we Francji. Jeśli ktoś myśli podobnie- ostrzegam - rozczarujecie się ogromnie! Może więc Julietta powinna wrócić do Polski...

O błędach stylistycznych, językowych, literówkach już nie wspominam. Nie ma ich dużo, ale jednak się zdarzały, co dodatkowo obniżało wartość książki...

Niestety nie polecę jej nikomu. Nie warto. Już dawno tak strasznie się nie zawiodłam. Chociaż z drugiej strony... Dużo rodaków na emigracji zachowuje się tak jak Julietta - taki chyba mamy zwyczaj.
Książka zapowiadała się bardzo fajnie, byłam naprawdę pozytywnie nastawiona do niej, niestety...

Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Novae Res.

Moja ocena: 1

6 komentarzy:

  1. Szkoda, że treść rozczarowuje, bo okładka bardzo ładna

    OdpowiedzUsuń
  2. Szkoda, że się rozczarowałaś zapoznając się z tą książką. Ja ostrzeżona, raczej po nią nie sięgnę.

    Książki jak narkotyk

    OdpowiedzUsuń
  3. Zdecydowanie mnie ta książka nie przekonała. Pozdrawiam :) www.wspolczesnabiblioteka.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. Mam sentyment do Francji, więc z chęcią sięgnę.

    OdpowiedzUsuń
  5. Chciałabym poczytać o Francji i to najlepiej zapiski osoby, która rzeczywiście tam wyemigrowała. Być może zmierzę się z tą lekturą, ze zwykłej ciekawości, mimo że Twoja recenzja nie jest pochlebna ;)

    Pozdrawiam,
    http://tamczytam.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.