poniedziałek, 20 maja 2019

"Stajnia pod lasem" - Elżbieta Pragłowska


To książka, która została wybrana przez moje oczy. Konie. Musiałam ją przeczytać, tym bardziej, że opis wskazywał na historię z końmi związane.

"Stajnia pod lasem" Elżbiety Pragłowskiej to książka, która faktycznie opowiada o koniach i prowadzeniu stajni. Nie są to jakieś szczegółowe opisy, wyjaśnienia, ale po zapoznaniu się z całą historią, jako takie pojęcie o jeździectwie, prowadzeniu stajni i związanymi z tym zajęciem obowiązkami mamy. Niestety cała historia nie zaczyna się kolorowo - w stajni ginie koń. Piękny, dobrze się zapowiadający. Zaczyna się prywatne dochodzenie właścicielki stajni, a to co odkryje, zszokuje ją i sprawi, że kobieta postanowi zmienić pewne wcześniejsze ustalenia.

Poza życiem w stajni, są jeszcze prywatne sprawy Ewy - właścicielki. Ewa mieszka sama, rozstała się z mężem. Ma wiele marzeń, ale... brak jej odwagi. I to moim zdaniem jeden z największych minusów tej opowieści. Wolałabym żeby kobieta walczyła o własne marzenia i własne życie. A ona narzeka i... czeka. Czeka nie wiadomo na co. Nie widzi ludzi, którzy są koło niej, którzy otworzyli dla niej swoje serce i zostawili dotychczasowe życie. Ewa czeka na kogoś, kto weźmie ją za rękę i przeprowadzi przez życie jak rodzic małe dziecko przez ulicę. Coś okropnego... Mam nadzieję, że w realnym świecie, nie ma dużo takich ludzi, bo w przeciwnym razie, nie widzę przyszłości... Na co jeszcze czeka Ewa? Może raczej na kogo. Na niewiernego męża. Pomimo zdrady i bólu jaki od niego otrzymała, nadal czeka na mężczyznę i bezgranicznie wierzy w jego zmianę.
Żałuję ogromnie, że główną bohaterką powieści nie była Magda - najlepsza przyjaciółka Ewy. Kobieta ma marzenia, których nie boi się realizować, ma plany i działa. Nie czeka, nie siedzi, nie narzeka, ale podejmuje ryzykowne kroki, byle tylko znaleźć szczęście.

Jeśli chodzi o język powieści... Bardzo, bardzo prosty. Zero emocji, zero zachęty dla czytelnika. Mam wrażenie, że autorka pisała książkę dla samego pisania, nie wkładając w nią nawet 1% emocji. Szkoda, bo niestety czytelnik bez problemu to wyczuje. Mimo wszystko przeczytałam ją szybko i chętnie. Myślę, że za sprawą historii z koniem. Koniecznie chciałam poznać efekty wewnętrznego śledztwa i dalsze losy weterynarza. Cały marazm Ewy potraktowałam jako zbędne tło...

Gdyby zmienić język, dodać emocje i jako główną bohaterkę postawić kobietę odważną, zdecydowaną na zmiany i ryzyko, książka otrzymałaby wysoką ocenę. Dziś daję taką średnią. Nie jest aż tak tragicznie, jak opowiadają recenzje w sieci.

Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Novae Res.

Moja ocena: 4-

4 komentarze:

  1. Kocham konie, więc książka zdecydowanie dla mnie. 😊

    OdpowiedzUsuń
  2. Gdy byłam nastolatką, uwielbiałam książki, w których występowały konie ;) teraz już za nimi tak nie szaleję ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Z Twoich wrażeń wnioskuję, że książka nie dla mnie, lepiej poszukać innych przygód czytelniczych. ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ciekawie wyraziłaś swoją opinię. Niestety w najbliższym czasie nie sięgnę po ten tytuł, sama historia do mnie nie przemawia.

    OdpowiedzUsuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.