poniedziałek, 3 czerwca 2019

"Wyśniłam Cię córeczko" - Diane Chamberlain PRZEDPREMIEROWO


Z twórczością Diane Chamberlain mam przyjemność spotkać się drugi raz. Obydwa spotkania zaliczam do udanych, jednak to ostatnie jest zdecydowanie lepsze, choć... nie z tego świata...

Carly jest młodą fizjoterapeutką, żyjącą w 1970 roku - czyli w czasach, gdy technika dopiero zaczynała raczkować. Jej mąż zginął w Wietnamie, a córeczka, która ma przyjść na świat za kilka tygodni, jest śmiertelnie chora. Na szczęście obok kobiety trwa jej ukochana siostra i niezastąpiony szwagier Hunter...

W zasadzie już na początku, kończy się obyczajowy charakter powieści "Wyśniłam Cię córeczko", zaczyna się magia i tak dziwne zdarzenia, że czytelnikowi trudno w to uwierzyć. Mówiąc szczerze, nie można wierzyć w to co się czyta, ponieważ są to jakieś przyszłościowe wymysły szalonego naukowca...
Ja byłam nastawiona na pełną udręki książkę, na prawdziwą historię, tymczasem wpadłam w coś nierzeczywistego, za czym nieszczególnie przepadam... Ale w gruncie rzeczy, polubiłam tę historię. Spodobała mi się niesamowicie!

Czytając, przeżywałam wszystko razem z bohaterką Carly, ale też zastanawiałam się, co ja zrobiłabym na jej miejscu. Jak bym się zachowała?
Autorka przekracza w pewnym momencie granicę rzeczywistości, jednak ciągle mocno trzyma się wydarzeń historycznych i rzeczywistych, nie pomijając aspektów wiary. Nie tylko religijnej, ale wiary w bieg wydarzeń i drugiego człowieka...

Tak się zastanawiam do jakiego stopnia ja, byłabym w stanie poświęcić się dziecku. Czy i ile, znalazłabym w sobie odwagi. Czy byłabym tak silna i zdeterminowana jak Carly?
Towarzysząc jej przez większość historii, robiłabym to samo co ona. Poświęciłabym się dla dziecka, zrobiłabym wszystko, żeby tylko pomóc i nie myślałabym o sobie. Ale w pewnej chwili zaczęłabym panikować - stąd podziwiam kreowaną przez Dianę Chamberlain bohaterkę. Jest jedna rzecz, której ja osobiście bym nie zrobiła. Nie zostawiłabym dziecka dla męża, ale... Czy mam prawo oceniać i tak pisać? Nie bardzo... Dlatego, że to nie było małe i samotne dzieciątko, a także dlatego, że pozostawienie go, równało się szansie na szczęście, na pełną rodzinę, a nie samotną "lewitację" wśród obcych miejsc, ludzi i w całkiem dziwnym świecie...

"Wyśniłam Cię córeczko" to przekrój przez różne lata, różne poziomy rozwoju technologii. To smutek, żal i ból, nadzieja i radość, to nowa rodzina, niespodziewane wydarzenia, podróże w czasie i w końcu nagroda... Nagroda o jakiej mało kto marzył, że w ogóle jest realna...

Świetna opowieść, lekkie pióro, fabuła trzymająca w napięciu i zachęcająca czytelnika do czytania, kilka wątków, ale prowadzonych bardzo przejrzyście - polecam!

Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Prószyński i S-ka
Premiera 11.06.2019

Moja ocena: 5

1 komentarz:

  1. Jak tylko skończę czytać to, co czytam obecnie, od razu zabieram się za tę książkę. 😊

    OdpowiedzUsuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.