poniedziałek, 2 grudnia 2019

"Sekret guwernantki" - Marta Grzebuła


O ile poprzednia książka z tego Wydawnictwa, była dla mnie bardzo ciekawa, o tyle do tej, nie mogłam się przekonać. Czy zmieniłam zdanie?

Natalii Valiant jest młodą bibliotekarką pracującą we Wrocławiu. Pewnego dnia znajduje tajemnicze listy z przeszłości, których autorką jest guwernantka Martha Demurley. Można z nich wywnioskować, że kobieta zna jakiś sekret, ktoś lub coś jej zagraża i wkrótce ginie w tajemniczych okolicznościach. Natalia postanawia rozpocząć śledztwo. W tym celu wybiera się do Anglii, by na miejscu badać okoliczności śmierci guwernantki, a być może poznać sekret jaki zabrała do grobu. Nie spodziewa się ile niebezpiecznych przygód ją spotka. Okazuje się bowiem, że ktoś nadal strzeże pilnie sekretu i jest w stanie zabić, by ten nie ujrzał światła dziennego. Tak więc Natalia będzie uczestniczyła w intrydze, poniekąd horrorze, ale także w... romansie.

"Sekret guwernantki" Marty Grzebuły zapowiadał się całkiem ciekawie, pomimo objętości książki - jest naprawdę grubaśna. Niestety... Rozczarowałam się ogromnie. Ta książka należy do tych nudnych, które zaczynasz czytać, męczysz kilkadziesiąt stron i odkładasz. Za jakiś czas wracasz i znowu robisz to samo. Była szansa na rewelacyjną fabułę - jest groza, tajemnica, jakiś tam romans, historia. Problem w tym, że autorka moim zdaniem poszła na ilość a nie jakość. Zdecydowanie... Przez ponad 600 stron mamy do czytania historię ciągnącą się jak kluchy. Idealnie pasuje to zdanie "Masło maślane masłem przekładane". Ponad 400 stron książki (czyli ponad połowa) to TA sama analiza tej samej treści, tylko wypowiadana przez różne osoby. Tragedia. Tak naprawdę ciekawostki - duchy, niebezpieczeństwo, które trzyma czytelnika w napięciu, to jedynie jakieś 200 stron...
Było również kilka zabiegów, których nie rozumiem, ale nie skupiam się na nich, ponieważ przy powyższym minusie, to naprawdę "pikuś".
Nie znam autorki, nie wiem co tworzy i zdaję sobie sprawę z tego, że gusta są różne. Ja jednak oceniam książki na podstawie moich, nie biorąc pod uwagę pozytywnych ocen "bo tak wypada". Jestem szczera. A ta książka do mnie absolutnie nie przemawia. I nie mam ochoty dawać autorce drugiej szansy... Mam tylko nadzieję, że to jeden taki rodzynek w tym Wydawnictwie, które zapowiada się całkiem ciekawie, jeśli mówimy o literaturze jaką wydaje :)

Dziękuję za egzemplarz Wydawnictwo Lucky.

Moja ocena: 2+

4 komentarze:

  1. Szkoda, że książkę aż tak mocno Cię rozchorowała. Mam nadzieję, że kolejna, którą czytasz zrekompensuje Ci niezadowolenie z lektury tego tytułu. 😊

    OdpowiedzUsuń
  2. A może po prostu nie była to książka dla ciebie :) Z pewnością znajdzie innych miłośników

    OdpowiedzUsuń
  3. Ugh, nie lubię, gdy jakaś kwestia jest roztrząsana przez większość książki, na dodatek przez różnych bohaterów. Naprawdę, czy nie da się wtedy wpleść coś nowego, by móc choć na chwilę odetchnąć od głównego wątku? Cóż, podziękuję za tę książkę.

    OdpowiedzUsuń
  4. Nastawialam się na fajną tajemnicę i próbę rozwiazania zagadki ale zgadzam się z Tobą, zbyt długo było to wałkowane, a wnioski i nowe fakty wyskakiwały przy tym jak królik z kapelusza zupełnie niespodziewanie.

    OdpowiedzUsuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.